Słońce, plaża, żyć nie umierać..

Zmęczona, niewyspana od kilku miesięcy, podkrążone oczy, a jednak uśmiechnięta i szczęśliwa.

image image

Jest poniedziałek 16 marca. Dokładnie 6 miesięcy temu zmieniło się moje życie i to na zawsze za sprawą mojej córki, która pół roku temu przyszła na świat. Nadal nie śpi po nocach, ale rośnie aż miło; wierci się, kręci z brzuszka na plecki, chwyta zabawki ogląda, przekłada z ręki do ręki uderza, potrząsa nimi wyrzuca, wali rękami w stół, „czyta” ze mną książki i wszystko wkłada do buzi… Choć się nie wysypiam to marcowy spacer przy sopockiej plaży w pełnym słońcu, a takie dzisiaj było w tej części Polski, z kawą na wynos i zasypiającą w wózku córą mi to wynagradza… Szum fal, bezkres morza statki na horyzoncie, a to wszystko w marcu przed sezonem kiedy jeszcze Molo i Monciak można swobodnie przejść w swoim tempie… Ach.. to prawie wymarzony urlop… Teraz już wiem że nie tylko jodu zazdroszczę Mieszkańcom Trójmiasta  🙂

Jaka muzyka odpowiada temu stanowi? Filmowa.. mam dwa typy na tę okoliczność z moich ulubionych filmów: Czułe słówka i Forrest Gump, bo życie jest piękne!!!


Ostrożnie wypowiadaj marzenia…

Siedzę sobie w domu z moją pierworodną, kilkumiesięczną, absorbującą córką i w wolniejszych chwilach wertuję strony o prawidłowym rozwoju niemowląt: co już potrafi, czego jeszcze nie, w co się bawić, jak stymulować rozwój fizyczny, emocjonalny, dlaczego nie śpi w nocy, czy nie za wcześnie na marchewkę, kaszkę, szczepienia, alergie etc… Duużo tego i nigdy nie będzie dość – dziecko przecież rośnie, a ja zawsze będę chciała dowiedzieć się co w trawie piszczy, a właściwie co google na to.

Ale nawiązując do tematu postu…Siedzimy sobie któregoś styczniowego wieczora z mężem, po utuleniu małej i nagle stwierdzam: – Wiesz co? Fajnie byłoby pomieszkać na kilka miesięcy w innym miejscu, np. Nad morzem , żeby zmienić klimat – ile można siedzieć w tym samym miejscu, chodzić tymi samymi ulicami i patezeć na tych samych ludzi…Na początku lutego – w piątek po południu dzwoni mąż – Jadę na projekt do Gdańska!? I postawiłem warunek, że muszę mieć rodzinę przy sobie. Pomyślałam: no nie… Teraz nad morze? W lutym? Z małym dzieckiem, które jeszcze nie ukończyło 5 miesięcy?

Dużo emocji, auto wypchane po brzegi i tak oto od kilku tygodni jesteśmy w słynnym Sopocie; chadzamy na molo, spacerujemy po lesie, po Monciaku – pogoda póki co nam sprzyja – nie pada, temperatura powyżej 0, wiatr do przeżycia. I tak właśnie poznaję kolejne miasto, tym razem kurort nadmorski… I jak tutaj nie wierzyć w spełnianie marzeń?

Wracając do rozwoju muzycznego maluszka bo w końcu tutaj piszę o muzyce.. Jak urozmaicić czas tak szybko rozwijającej się istocie, która już nie tylko je i śpi, ale też bawi się, pręży, wygina, zaczyna próbować siadać, rozróżnia dźwięki, głosy, piszczy i słucha swojego głosu? zabawki, grzechotki, gryzaczki, książeczki… I tutaj wkracza SŁUCHANIE MUZYKI… Zabrałam moje ulubione płyty, które znam od dzieciństwa i tak moja córka tańczy ze mną i obserwuje moje tańce-połamańce przy piosenkach Domowego Przedszkola, Majki Jeżowskiej, Natalii Kukulskiej.. dołożyłam do tego zestawu jeszcze Bajki czytane przez Irenę Kwiatkowską, W. Hańczę i innych z czołówki aktorskiej tamtych lat oraz przeboje Arki Noego- okazuje się, że maluszki lubią głosiki innych dzieci i często żywiej na nie reagują… Nie zabrakło też Kołysanek Harfowych, o których już wspominałam oraz wydanej przez DUX „Muzyki dla ucha malucha” – całkiem zgrabnej składanki z utworami muzyki klasycznej…

image

A wy czego słuchacie ze swoimi brzdącami? A może jest coś co szczególnie polecacie?


Byłam ostinatem

Zanim o samym tytule…Czy wiecie co oznacza w muzyce termin ostinato? Generalnie jest to powtarzający się motyw, zwykle w tle utworu muzycznego. Może to być struktura melodyczna, rytmiczna lub harmoniczna… Często ostinato rozpoczyna utwór, a potem „chowa” się stanowiąc wspomniane tło. Przykład najsłynniejszego ostinato rytmicznego to Bolero Maurice Ravela.
Motywy ostinatowe są często obecne w muzyce współczesnej, która przecież opiera się głównie na powtarzaniu.

Czy słyszeliście ostatni kawałek Coldplay Ink? Przypomnijcie sobie początek tuż po sekcji rytmicznej, która jest klasycznym motywem ostinatowym trwającym przez cały utwór, mamy motyw gitar, który pojawia się na początku, potem znika, a w to miejsce mamy ostinato fletowe i tak na zmianę. Posłuchajcie sobie tego utworu linearnie, każdą partię oddzielnie, może być to całkiem ciekawe i nowe doznanie.

COLDPLAY

Uwielbiam ostinato, bo bardzo często tworzy swego rodzaju feeling, dzięki temu zaczynam „czuć” utwór. Zresztą tak właśnie było w przypadku Ink. 

A czemu tutył: Byłam ostinatem?
No cóż. Jest taki przedmiot w szkole muzycznej RYTMIKA – nie mylić z tą rytmiką w przedszkolach:)
Rytmika – na której „tańczy się” , czy raczej pokazuje ciałem rytm, melodię, formę kompozycji, przy okazji rozkladając utwór na czynniki pierwsze; mamy więc często: melodię główną – partia solowa, akompaniament – tło – często ostinato etc…
I tak właśnie  w jednym z utworów zostałam wraz z moją koleżanką ostinatem🙂

Powtarzający się motyw zafascynował mnie tak bardzo, że instynktownie zaczęłam wybierać kompozycje, w których powtarzanie jednego motywu stanowiło nie tło, ale istotę utworu, jego główny budulec i tak trafiłam na minimalizm w muzyce, który uwielbiam.

Przybliżając nieco temat. Słuchaliście muzyki z filmu The Piano (Fortepian) z muzyką Michela Nymana? Tam właśnie mamy różnorodność motywów, które powtarzane w tym samym rytmie przerzucane do różnych rejestrów powracają i tworzą całe fragmenty muzyczne, stanowiące tło muzyczne filmu.

The Piano

A z rodzimej płytoteki? W Mnimal music tworzył Wojciech Kilar, posłuchajcie jego Orawy czy Krzesanego

Linki:

 


Słuchaj Mozarta, a Twoje dziecko będzie mądrzejsze?

Pewnie nie odkryję Ameryki, ale nie wiem czy wiecie, że wszystkie dzieci rodzą się muzykalne. Dzieje się tak głównie dlatego, że jeszcze będąc w brzuchu matki doświadczamy muzyki poprzez słuchanie bicia serca, głosu, ruchów ciała etc…
Na etapie płodowym nie możemy jednak wpłynąć na to czy to czego słuchają przyszłe mamy przyczynia się do „zwiększenia mądrości” czy ma wpływ na przyszłe IQ naszego dziecka – nie wspominając o słuchaniu muzyki Mozarta…(tzw. efekt Mozarta został już jakiś czas temu obalony:))

Kupujmy płyty z muzyką klasyczną czy każdą inną, z którą chcemy zapoznać naszego szkraba po narodzeniu, ale nie oczekujmy, że stanie się geniuszem od samego tylko biernego słuchania  – taki efekt może być jedynie przejściowy.

Słuchajmy muzyki, ale nie oczekujmy, że staniemy się od tego mądrzejsi, słuchajmy jej dla niej samej dla muzycznego ukulturalnienia w przyszłości. Kiedy jesteśmy dziećmi nie rozumiemy istoty muzyki bardziej niż rozumienie naszego rodzimego języka, dopiero słuchanie dźwięków ludzkiej mowy przez lata pozwala nam ją zrozumieć.

Do słuchania dołóżmy umuzykalnianie naszej latorośli – przy okazji pobudzając rozwój mózgu – poprzez aktywne działania np. naukę gry na instrumencie, lekcje śpiewu, naukę czytania nut etc…

Przy okazji polecam dla Mam Maluszków płytę wydaną przez Deutsche Grammophon z kołysankami dla dzieci, Lullabies. 

Wśród nich połowa to kompozycje muzyki klasycznej, a połowa to kołysanki tradycyjne w bajecznych aranżacjach oprawionych dźwiękami harfy Catrin Finch w tle – idealne dla wyciszenia niemowląt!

Wypróbujcie na Waszych Maluchach!

Zdjęcie 01.02.2015, 11 48 54

 Linki:

http://www.deutschegrammophon.com/en/cat/4791482


Czy potrafimy jeszcze słuchać, czy tylko słyszeć?

Zdjęcie 01.02.2015, 11 59 39

W języku angielskim bardziej dobitnie widać tę różnicę: Hearing or Listening?

Chcąc nie chcąc jesteśmy niemal atakowani przez muzykę: w restauracjach, pubach, czy centrach handlowych.
Pracując przy komputerach słuchamy muzyki w internecie, jadąc metrem mamy w uszach słuchawki od Ipodów i telefonów.
Ten sam kawałek, chociaż początkowo może nam się nie podobać, słyszany kolejno w radiu, internecie, sklepie czy w kawiarni zaczyna być znany, nie chce się od nas odczepić, zaczynamy go nucić, tupać nogą powtarzać refren…
(z ang. takie chwytliwe melodie, które nie chcą się od nas odczepić nazywane są brainworms lub earworms)
Z czasem stwierdzamy, że właściwie to znamy tą lub tamtą piosenkę, choć tak naprawdę nigdy jej nie słuchaliśmy, a jedynie słyszeliśmy…

Słyszymy (Hearing) wszystko co nas otacza: klaksony samochodów, dźwięk ekspresu do kawy, nadjeżdżającą windę, kserokopiarkę, to jak ktoś do nas mówi, słowa, które nawet jeśli zapamiętamy – często powtarzane potem bezwiednie – bez żadnych emocji zaczynają tracić znaczenie.

Umiejętność słuchania (Listening) w czasach cyfryzacji, w których aż kipi od nadmiaru informacji zaczyna stanowić nie lada problem.
Zaczynamy słuchać, ale często nie mamy czasu by odkryć znaczenie słów, które słyszymy.

Na pocieszenie: badacze twierdzą, że aby zachować umiejętność słuchania trzeba ćwiczyć każdego dnia, np. biegając słuchać oprócz znanych nam piosenek, również nowych, na których nasz mózg będzie mógł się skupić.

Generalnie zwracajmy uwagę nie tylko na suche słowa, ale na ich kontent, na emocje, które te słowa z sobą niosą, bo właśnie wtedy ćwiczymy nasz umysł… a wszechobecne melodie z supermarketów niech pozostaną dla nas po prostu kolejną reklamą pasty do zębów (jak nazywa earwormsy neurolog Oliver Sacks).

Przydatne Linki:

http://ed.ted.com/lessons/why-we-love-repetition-in-music-elizabeth-hellmuth-margulis

http://www.sciencedaily.com/releases/2013/07/130723134248.htm


Śpiewać każdy może…

trochę lepiej lub trochę gorzej, jak śpiewał w latach 70-tych Jerzy Stuhr w Opolu.
Czy rzeczywiście tak jest? Nie ważne jak, byle śpiewać? Cieszyć się muzyką, którą możemy wykonywać razem z innymi?
Często słyszę: – Ale ja nie umiem, wstydzę się etc..
Jak to jest z tym śpiewaniem? Warto czy nie warto?

śpiewać każdy może stuhr

To zależy, ale podobno śpiew:

  • obniża poziom stresu
  • zmniejsza lęk, niepokój
  • powoduje wzrost endorfin

Znany neurolog, Oliver Sacks, autor m.in. bestselleru Muzykofila pisze, że „…aby czerpać przyjemność z muzyki nie trzeba mieć żadnego wykształcenia muzycznego, ani nawet być specjalnie „muzykalnym” (…). Muzyka stanowi składową bycia człowiekiem i nie ma takiej ludzkiej kultury, w której nie byłaby wysoko rozwinięta i ceniona”.

Wracając do śpiewania: nie trzeba śpiewać solo, istnieje mnóstwo zespołów, chórów również amatorskich. Może nie ma takiego wyboru jak w kościołach amerykańskich, gdzie króluje śpiewanie gospel, ale przy odrobinie szczęścia w każdym, nawet najmniejszym mieście można coś znaleźć. Szukajcie w google.

Śpiewanie może być formą terapii tyle, że darmowej, do tego dającej wiele przyjemności.

Bawmy się muzyką!

Linki:

http://ideas.time.com/2013/08/16/singing-changes-your-brain/#ixzz2coTZL4Mr

http://www.nytimes.com/2013/06/09/opinion/sunday/why-music-makes-our-brain-sing.html?smid=tw-nytimes&_r=2&

Może się skusicie na tę formę odreagowania stresów dnia codziennego? A może już gdzieś śpiewacie? Napiszcie o tym!


…prosto z serducha…

LEMON

Tak właśnie o swojej najnowszej płycie mówił w jednym z programów tv Igor Herbut, wokalista grupy LemON.
Przyznam szczerze, że od ponad roku słyszę to nazwisko lub nazwę zespołu, ale dopiero teraz postanowiłam kupić płytę CD.
Zaciekawił mnie sposób śpiewania Igora oraz barwa jego głosu, z którego falami wylewają się emocje…
Do tego muzycy, towarzyszący wokaliście w niczym mu nie ustępują grając różnorodną i ciekawą muzykę.
Na stronie zespołu czytamy: „LemON tworzy 6 muzyków o różnych korzeniach etnicznych pochodzących z różnych krańców Polski”  i naprawdę słychać to w partiach poszczególnych instrumentów.

Sam Igor mówi o swojej muzyce: ” (…) Zawsze marzyłem o tym, aby mój projekt muzyczny był pełen emocji – żebym słysząc skrzypce nie słyszał instrumentu, ale grającego na nim Andrzeja, to co on ma w sercu, co przeżył, co odczuwa, co myśli i jakie są jego obawy czy radości. Nie chcę, żeby na plan pierwszy wysuwała się taka czy inna partia instrumentalna, ale każdy muzyk z osobna…  Aby został… obnażony. Jest to tym ciekawsze, że wiąże się z pewnym ryzykiem. Ale za to, kiedy np. Piotr Budnik uderza w perkusję, to mam wrażenie, że śpiewa (…)”.

LemON wygrał jedną z edycji popularnego talentshow Must be the Music emitowanego w tv Polsat. Tego typu programy nie wzbudzają mojej sympatii, ale dawno nie słyszałam polskiej grupy, która grała by tak zaangażowaną muzykę.

Każdy numer na płycie jest właściwie gotowym przebojem. Nie porównuję nie mam tego w zwyczaju.
Są jacy są i co najważniejsze dla mnie: wierzę IM i mam nadzieję, że tego nie zmarnują pisząc kolejne kawałki.
Jeśli chcą międzynarodowej kariery to im tego życzę, jeśli chcą poruszać serca polskich fanów tym bardziej.
Posłuchajcie tego bandu! Warto!

Linki:

http://www.lem-on.pl/

http://www.warnermusic.pl/index.php?action=katalog&album_id=18615


wpływ muzyki na umysł

W moim domu rodzinnym nie brakowało nigdy muzyki i nie chodzi bynajmniej o wykwalifikowane ucho, grających profesjonalnie  rodziców, ale o spontaniczny śpiew mojej mamy przy właściwie wszystkich czynnościach domowych: sprzątanie, gotowanie, pranie ew. słuchanie muzyki z taśmy połączone z tańcem nie wspominając uroczystości rodzinnych, kiedy ośmielony tata zaczynał biesiadne śpiewy:)
Nic wiec dziwnego, że będąc jeszcze w brzuchu rozśpiewanej rodzicielki obcowałam już z wszelakimi melodiami, a po urodzeniu pilnie przysłuchiwałam się jej kołysankom.
Jako rozśpiewane i osłuchane dziecko trafiłam do przedszkola, w którym nauka piosenek była najprzyjemniejszą częścią dnia, zwłaszcza, że po powtórzeniu piosenki przez panią przedszkolankę potrafiłam odtworzyć ją w domu, co czasami, przy wielu zwrotkach potrafiło wprawić rodziców w osłupienie. Oczywiście nie wierzyli w prawdziwość słów kolejnych zwrotek, przekonani o moim talencie do wymyślania:)
Bardzo wcześnie też zaczęłam też być wrażliwa na fałsze innych dzieci nie rozumiejąc jeszcze, że nie każdy ma słuch muzyczny lub że niektórzy potrzebują więcej czasu…
Reasumując – etap przedszkolny to chyba pierwszy moment, w którym z perspektywy czasu odkryłam wpływ muzyki na rozwój umysłu, a dokładniej pamięci.

fot. W. Grzędziński

fot. W. Grzędziński